4.8.09

the Mountain, the River and the Road

Bieszczady? Nie, Mazury.
Dokładnie okolice Ostródy.
W te wakacje wyrobiłam chyba rekord kursowania n trasie Warszawa-Gdynia-Warszawa. Na przełomie czerwca i lipca przemierzyłam tą trasę 4 razy... Wiem, dla zawodowych kierowców to nic wielkiego, ale ja do zawodowych kierowców nie należę. I chwilowo mam tą trasę z głowy po tym jak w czaie ostatniego powrotu zaliczyłam nieplanowany postój na mały pożar i lawetowanie do Wawy...
Samochód u mechaników a ja odkrywam uroki warszawskiej komunikacji miejskiej.
Nie jest źle, przynajmniej książki jest czas poczytać jednak tkwiąc z mieście tęsknie do takich dni jak ten na zdjęciu. Ciepło, z lekkim wiaterkiem, spontaniczne zjechanie z "siódemki" w pierwszą lepszą drogę w lesie. Spokój i delikatny szum zboża kołyszącego się na wietrze...
Istna błogość...

Mój strój to nic specjalnego, wygodne spodnie i buty do jazdy i koszula w delikatną łączkę upolowana na Szmatrix'ie. Zestaw idealny na leniwe popołudnie.

MRR
Koszula/Shirt - Szmatrix
Jeans - Reserved
Buty/Shoes - Puma

It's not Bieszczady Mountain, it's Mazury, lake district of Poland.
This summer I've st me new record of traveling on route Warsaw-Gdynia-Warsaw. At the turn of June i did it 4 times...I know that for professional drivers it's nothing special, but I'm not a professional driver. And I won't be a driver for a while as durring my last return to Warsaw I had a little stop for the fire and continuing trip with AA truck's help...
Car is at mechanic's now and I have time to acquaint myself with public transportation in Warsaw.
It's not so bad, at least I have time to read books, but staying in the city for the weekends makes be miss days like the one on the photos - those with warm gentle wind, spontanious leaving the main road to find ourselves in quiet fields waving gentle in the wind...
So blissful...
My look is nothing special = comfy pants and shoes for driving and shirt with delicate pattern that I've got from Szmatrix swap party. Perfect look for perfectly lazy afternoon.

6 komentarzy:

  1. uwielbiam Mazury ;)tyle wspomnień z nimi mam :)a zestawik skromny ale ładny

    OdpowiedzUsuń
  2. też ostatnio zaliczyłam lawetowanko. łączę się z Tobą w bólu :|

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekne zdjęcia, bluzeczka urocza:)Nie zazdroszczę takich przygód na trasie...

    OdpowiedzUsuń
  4. o kurcze,takie trasy robić...podziwiam :) ja raz jechałam ciągiem 250 km i juz nigdy wiecej nie chcę :)
    fajna bluzeczka z ciucholandu :) a w Ostródzie byłam raz w życiu...ale byłam,,,i mam nadzieję jeszcze odwiedzę te okolice :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ wiosennie, też chcę na łąkę...

    OdpowiedzUsuń